Powszechnie uważa się, że rozumienie procesów natury
odmienne od tego, które oferuje współczesna nauka jest przejawem wstecznictwa.
Za światowej sławy autorytetami utrzymuje się, że niedowiarkowie to ludzie
nieoświeceni, ograniczeni umysłowo i konserwatywni tradycjonaliści. Dla
podtrzymania zaufania nauce i popularyzacji jej należytego rozumienia
ustanowiono na uniwersytecie w Oksfordzie specjalny fotel profesorski.
Stanowisko to piastował do 2008 roku Richard Dawkins, który teraz kontynuuje
swoją misję jako pisarz. Po drugiej stronie Atlantyku, nienaruszalności
obecnego stanu wiedzy strzeże Michael Shermer, założyciel stowarzyszenia The Skeptic Society i redaktor naczelny
magazynu Skeptic. Bierny obserwator
skłonny jest wyciągnąć wniosek, że po jednej stronie toczącej się debaty
znajdują się mądrzy i sprawiedliwi a po drugiej głupcy i burzyciele. Utrwalony
przez popularne media wizerunek ukazuje tych pierwszych jako roztropnych
zwolenników nieomylnych teorii nauki, a drugich jako złośliwych lub szalonych odszczepieńców,
którzy nauce nie dowierzają. Bardziej wnikliwy obserwator zauważy jednak, że
istotna linia frontu leży między tymi, którzy propagują fantastyczne teorie
jako wiarygodną wiedzę i tymi, którzy ośmielają się to kwestionować.
Rozważając obecny stan
wiarygodności nauki warto najpierw, w interesie ścisłości, oddzielić dziedziny
wiedzy empirycznej jak na przykład nauki medyczne, chemiczne czy nauki o Ziemi,
od tych opartych głównie na teoriach i ogólnie określanych mianem "wielkiej nauki".
Jako że doświadczalnie dowiedzionym faktom nauk empirycznych nie można wiele
zarzucić, trudno więc być wyrozumiałym wobec tych, którzy im niedowierzają.
Łatwiej natomiast usprawiedliwić nieufność wobec teoretycznej sfery nauki,
szczególnie gdy brak jej hipotezom przekonującego potwierdzenia, jak w
przypadkach neodarwinizmu i teorii fizyki.
Przejawem prawomyślności w
biologii jest wiara w neodarwinizm. Brak wiary jest ogólnie traktowany jako
sympatyzowanie z kreacjonizmem, to jest zjawiskiem niepożądanym i szkodliwym.
Wnikliwie i konsekwentnie myślący człowiek spostrzeże jednak, że ani jedna ani
druga ścieżka nie prowadzi do wiarygodnego poznania. O ile kreacjonizmowi
słusznie zarzuca się, że jest oparty na niepotwierdzonych doświadczalnie,
nadprzyrodzonych postulatach, neodarwinizm posługuje się równie niedostatecznie
udowodnionymi i mało wiarygodnymi tezami.
Twierdzi on na przykład, że
zapis genetyczny w DNA jest sztywny i nienaruszalny, to jest że środowisko
naturalne nie jest w stanie spowodować trwałych zmian na poziomie genetycznym z
wyjątkiem sporadycznych, przypadkowych i niewielkich mutacji. Dobór naturalny w
teorii Darwina jest traktowany jako jedyny mechanizm ewolucji wykluczający
wszelkie inne możliwe mechanizmy. Te dwa fundamentalne postulaty propaguje od
dekad dominujący neodarwinizm, którego duchowym przywódcą jest Richard Dawkins.
Swoją siłę przekonywania argumenty te czerpią z rezultatów matematycznego
modelowania, które przeforsowało idee neodarwinistów w pierwszych dekadach
20-go wieku.
Oba postulaty pozostają nadal
nienaruszalne w ewolucyjnych gałęziach biologii i teorii genetyki, chociaż
zbiera się, szczególnie od czasu projektu poznania ludzkiego genomu, coraz
większa ilość dowodów na to, że ani jeden ani drugi argument nie jest słuszny.
Dowody te wskazują, że genetyczny zapis w łańcuchu DNA jest plastyczny i
odpowiedzialny za znacznie więcej procesów i funkcji niż dostarczanie receptur
do produkcji białek jak poprzednio uważano. Różnorodne epigenetyczne
(pod-genetyczne) modyfikacje DNA, dzięki którym geny są regulowane bez zmiany
chemicznej struktury DNA, okazują się mieć znaczenie równorzędne ze
strukturalnymi zmianami w samych genach (mutacjami).
Liczne przykłady ewolucji
zachodzącej szybciej niż neodarwinowski model przewiduje wskazują, że dobór
naturalny nie jest jedyną siłą napędową ewolucji. Postulował to już sam Darwin,
który jednak niedostatecznie uwypuklił złożoność mechanizmów ewolucji w swojej
teorii. Rozbieżności między postulatami neodarwinizmu i faktami wskazują, że istotny
konflikt istnieje nie między teorią ewolucji Darwina i kreacjonizmem, jak
utrzymują neodarwiniści – choć istnienia tego konfliktu nie można zaprzeczyć –
ale między neodarwinizmem i jego krytykami.
Podobnie błędnie umiejscowioną
linię frontu można dostrzec w odniesieniu do teorii fizyki. Nieuświadomionemu
obserwatorowi może się wydawać, że jeśli fizyka teoretyczna znajdzie się pod
obstrzałem, to może to tylko znaczyć, że atakują ją głupcy lub dywersanci. Bliższe prawdy i bardziej istotne jest jednak
stwierdzenie, że nieliczna rzesza trzeźwo i wnikliwie myślących sceptyków –
takich jak autor niniejszego tekstu – ośmiela się powątpiewać w hipotezy
fizyków uzbrojonych w arsenał matematycznych modeli. Pośród odrealnionych
teorii, których akceptacji wymaga się tak jak wiary w dogmaty oczekuje się od
wyznawców religii, są te dowodzące istnienia antymaterii, ciemnej materii,
ciemnej energii, czarnych dziur, fal grawitacyjnych i zakrzywienia przestrzeni.
Te i im podobne fantastyczne
koncepcje oparte są nie na niepodważalnych, empirycznie potwierdzonych faktach
ale na rezultatach abstrakcyjnego, matematycznego modelowania. Rezultaty te
wspiera się nie wyczerpującymi doświadczeniami ale oportunistycznie dobranymi,
specyficznie przeprowadzonymi i często bardzo kosztownymi eksperymentami jak
te, na przykład, przeprowadzane w laboratoriach CERN-u. Luminarze nauki, którzy
od początku dwudziestego wieku sterują umysłami zachodniego społeczeństwa –
Albert Einstein, Paul Dirac, Erwin Schrödinger, Richard Feynman, Roger Penrose,
Stephen Hawking i inni – na takiej właśnie metodzie naukowego dochodzenia i
potwierdzenia oparli swoje argumenty. A wypracował i wprowadził tę metodę do
powszechnego użytku nikt inny tylko sam Izaak Newton.
Ktokolwiek wątpi w ten sposób
praktykowania nauki i jego rezultaty ma znaczną szansę być wytkniętym jako
reakcjonista, choć, jak przypominał ojciec filozofii Sokrates, nie należy
niczego brać na wiarę ale powątpiewać i badać wszystko własnym umysłem. To
przykazanie wydaje się w obecnych czasach postawione na głowie, w rezultacie
czego stosujący je w odniesieniu do teorii nauki traktowani są jako złośliwi
dziwacy i szaleńcy. Na takie miana zasłużyli sobie jednak nie więcej niż
dziecko z baśni Andersena ośmielające się krzyknąć w tłumie, że cesarz jest
nagi.
Poza zwolennikami
matematycznego, dedukcyjnego myślenia istnieli też w historii nauki empiryści,
którzy bardziej polegali na doświadczalnych faktach niż na niedostatecznie
potwierdzonych hipotezach. Należą do tej grupy między innymi Galileo Galilei
(Galileusz), Michael Faraday, Charles Darwin, Heinrich Hertz, Dmitrij
Mendelejew i Maria Skłodowska-Curie. Empiryczny stosunek do nauki adekwatnie
ilustruje postawa Galileusza. Aczkolwiek znane jest jego zamiłowanie i szacunek
dla matematyki, traktował on ją jednak jako wsparcie w teoretycznej
interpretacji doświadczalnych faktów, raczej niż jako absolutne narzędzie
dowodowe. Galileusz nie dał się uwieść estetycznemu urokowi matematyki i
dedukcyjnej metodzie dochodzenia.
Dominację argumentów fizyki
teoretycznej i neodarwinizmu zapewnia obecna filozofia rozwoju nauki Thomasa
Kuhna. Poucza ona, że nauce należy pozwolić na stabilny, harmonijny rozwój w
ramach powszechnie akceptowanego i podtrzymywanego paradygmatu. Paradygmatowi –
czyli porozumieniu wewnątrz nauki co do kierunku jej rozwoju – należy zapewnić
czas na niezakłóconą, stateczną egzystencję (wiek albo dłużej, jeśli potrzeba)
ufając, iż zmierza w prawidłowym kierunku. Jeśli kierunek ten okaże się
niesłuszny, to akumulowane przez dekady kontrargumenty, wyjątki i błędy
przyczynią się do upadku starego paradygmatu i przyjęcia nowego.
Alternatywna droga rozwoju
nauki to eliminowanie fałszywych teorii na bieżąco, zamiast posłusznego
akceptowania ich w ramach podtrzymywanego paradygmatu. Ten sposób praktykowania
nauki, zdyskredytowany jeszcze w latach 60-tych minionego wieku, zakończył się
razem z nastaniem procesów globalizacji, które na dobre ruszyły z miejsca z
początkiem dekady lat 80-tych. Głos głównego propagatora tej ideologii,
austriackiego myśliciela Karla Poppera, został zagłuszony przez zgiełk i tumult
komercjalizacji nauki. Od tej pory, zgodnie z kuhnowską ideologią i wchodzącymi
w modę postulatami postmodernizmu, istotna jest ani prawda ani fałsz ale
wewnętrzne porozumienie co do kierunku, w którym nauka ma zmierzać. A może ona
w klimacie liberalnego, zglobalizowanego kapitalizmu zmierzać tylko w stronę
osiągania wymiernych monetarnych rezultatów – nie w stronę poszukiwania
wiarygodności i eliminowania fałszu.
W świetle tych rozważań trudno
zaakceptować, że krytycy abstrakcyjnych, matematyką podpartych hipotez to
wrogowie nauki. Więcej szkody wyrządzają być może ci, którzy propagują
fantastyczne teorie jako rzetelną wiedzę i prezentują powątpiewanie jako
niepożądane zjawisko. Richard Dawkins i Michael Shermer zamiast zdrowego
sceptycyzmu tak naprawdę wyrażają poglądy dogmatyków i zwolenników status quo.
Autentycznych sceptyków każą natomiast traktować jak wymagających nawrócenia
grzeszników. Na uzdrowienie tej sytuacji trzeba będzie poczekać aż obecny
paradygmat w nauce osiągnie swój kres, co być może nie jest aż tak odległe.
Zanim to jednak nastąpi, ci którzy ośmielają się krytykować obecny stan rzeczy
nie potrzebują się tego wstydzić.